Pochwała nieuczciwości?

Dlaczego „nieuczciwy” rządca jest chwalony przez swojego pana i dawany przykład przez Jezusa? Dlatego, że wcale nie jest taki nieuczciwy jak mogłoby się zdawać!
Nie mam okazji dziś przesłać kazania, więc słowo pisane odnośnie dzisiejszej Ewangelii, niezrozumiałej dla wielu. Bez zrozumienia pewnego faktu, trudno rozumieć sens, bo wydaje się, że Jezus staje po stronie nieuczciwości i zła.
Rządca, jak twierdzą badacze czasów Jezusa, miał dużą władzę, co oznaczało, że spory procent z operacji finansowych swojego pana wpadał do jego kieszeni. W skrócie, możemy zakładać, że to, co opisuje Ewangelia – rządca w obliczu straty swojej posady, obniża zobowiązania swoich dłużników – jest znakiem rezygnacji ze swojej części zarobku, a nie nieuczciwością wobec swojego pana. Tylko to tłumaczy dlaczego takie zachowanie jest chwalone!


Co robi więc rządca? W obliczu potencjalnego zwolnienia, próbuje wkupić się w łaski kilku osób. Nie ma sił pracować fizycznie; wstydzi się żebrać. Być może więc przyjmą go do swoich domów. Może ktoś go zatrudni. Rezygnuje z należnego sobie przychodu, wybierając wdzięczność drugiej osoby. I to jest sprytne i nieprzypadkowo chwalone.


W wyborze: dobra materialne albo relacje, nawet jeśli jako ludzie tego świata będziemy myśleli interesownie, lepszy jest wybór skarbów, których mól czy rdza nie zniszczą. Ucząc się rezygnowania z tego, co własne na rzecz drugiego człowieka, nawet jeśli nasze intencje nie są w pełni czyste, uczymy się tego, co może ostatecznie doprowadzić nas do czystej relacji miłości z Bogiem.

nieuczciwy

Lepsze od świadectwa

Na zakończenie sierpniowego cyklu rozważań, dotyczących innych niż abstynencja od alkoholu aspektów trzeźwości, chciałbym podjąć temat wprowadzającym wiele zamętu w nasze życie wiary. Jest to kwestia subtelnej pychy człowieka wierzącego, który przestaje zauważać, że ma jedno zadanie: wskazywać na Boga, a nie na siebie.

Ewangelista Jan przedstawił modelowy dialog dwóch osób wierzących, z których jedna doświadczyła spotkania z Jezusem, a druga jeszcze nie zbudowała relacji przyjaźni z Nim:

Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa z Nazaretu. Rzekł do niego Natanael: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? Odpowiedział mu Filip: Chodź i zobacz.

Filip jest trzeźwy w swoim osądzie sytuacji i postępuje w sposób najlepszy dla tego, kto osobiście spotkał Boga – nie skupia na sobie samym, ale prowadzi do Mistrza z Nazaretu. Pokazuje też trzeci, najwłaściwszy etap ewangelizacji, który zazwyczaj odkrywamy dostrzegłszy niedoskonałości etapów wcześniejszych. Etapy te można ująć w zarysie w następujący sposób:

1 Pierwszym, naturalnym pomysłem wierzącego jest PRZEKONANIE innych do wiary. Do takiego postępowania prowokuje zresztą we wspomnianym dialogu sam Natanael, pytając co dobrego może być z Nazaretu. Filip rezygnuje z tłumaczenia, że możliwe jest znalezienie Kogoś bardzo wyjątkowego, z przekonywania. Prawdopodobnie – jak to w przypadku przepychanek na argumenty bywa – obaj pozostaliby na swoich pozycjach, umacniając się jedynie w swojej racji.

2 Odkrywszy, że to nie wiedza zmienia serce człowieka, chrześcijanin wpada na inny, poniekąd mądry pomysł: zamiast mówić o Jezusie w sposób teoretyczny, próbuje podzielić się tym, co sam wie i czego doświadczył. Na tym, drugim etapie zatrzymuje się wielu wierzących, nie dostrzegając, że pomimo ogromnej roli ŚWIADECTWA w Kościele, nie jest ono jeszcze najlepszym darem dla tego, który szuka Boga.

Rozumiem, że wielu czytających w tym momencie może poczuć sprzeciw wobec takiej opinii, bo właśnie kurczowo trzyma się takiego sposobu głoszenia Ewangelii, pozostaje na etapie, na którym ważny jest człowiek i jego historia. Nie ma wątpliwości, że głoszenie osobistego świadectwa ma wielką wartość i wielu zainspirowało do zbliżenia się do Boga. Zauważmy jednak, że choćby Filip nie decyduje się na to, co mógłby przecież zrobić: nie opowiada Natanaelowi o swoim spotkaniu z Jezusem, o tym co zmieniło ono w jego życiu. Filip proponuje coś więcej, bo więcej jest możliwe do zaproponowania niż świadectwo osobiste.

Nie wierzysz? Spróbuj opowiedzieć swoją historię albo historię najwspanialszego w Twojej ocenie świętego, osobie z Twojej rodziny czy spośród znajomych, która jest zdystansowana do spraw wiary. Historia, choć szczera i wspaniała, prawdopodobnie nie zrobi na niej wielkiego wrażenia, jeśli nie ma osobistego doświadczenia spotkania z Bogiem.

3 Trzecim więc, najwspanialszym etapem głoszenia Królestwa niebieskiego, nie wykluczającym apologetyki (obrony wiary w sposób rozumowy) i mocy świadectwa jest to, co w syntetyczny sposób wyraża Filip: „Chodź i zobacz”.

Tu już nie jest istotne czy Filip wzbudza sympatię, czy akurat jego historia poruszyła czułą strunę w sercu Natanaela, czy sam żyje w tym momencie swojego życia w pełni tym, co głosi. Odsyłając do Jezusa, Filip czyni to, co najlepsze może zrobić wierzący, jeśli tylko ma ku temu przestrzeń – od razu usuwa się w cień (tymczasem wielu nazywających siebie ewangelizatorami, osobiście zmagając się z lękiem przed byciem niezauważonym i niepotrzebnym, akcentuje drugi etap ewangelizacji). Natychmiast wyczuwa pragnienie głębi w Natanaelu i odsyła do Jezusa, proponując, by sam zobaczył, doświadczył, poczuł i zbudował w sercu więź z Nazarejczykiem, bo tego nikt, nigdy nie będzie mógł mu wyrwać z serca. Zrozumienie tego, w co wierzymy jest istotne, przykład człowieka może być inspiracją, ale trwały fundament stanowi relacja z Bogiem, bo ona od strony naszego Stwórcy jest zawsze pewna i wierna.

sierpień8

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach patrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha. Część 8 z 8. Więcej na facebook.

Co wolno katolikowi.

„Nie wolno!” – każdy z nas jako dziecko usłyszał prawdopodobnie setki razy te słowa. W wielu przypadkach ustrzegły nas one przed niebezpieczeństwami, np. zamiast przekonać się, że dotykanie ognia skutkuje oparzeniem, mogliśmy uniknąć bólu. Komunikat co wolno, a co jest zabronione pozwala nam zrozumieć zasady, prawa obowiązujące w świecie, a dzięki temu unikać zagrożeń. Pomaga nam też w kolejnych etapach uczenia się tworzenia prawidłowych relacji międzyludzkich, np. w zrozumieniu reguł mówiących, że nie kradniemy cudzej własności czy nie reagujemy fizyczną agresją w przypadku poirytowania.

Rzecz w tym, że „nie wolno” pozostaje w naszym sposobie myślenia na długo, a kiedy jesteśmy dojrzałymi ludźmi nie zawsze nam służy (bo potrafimy zrozumieć już nie tylko co jest słuszne, ale i dlaczego). Rozciąga się na wszystkie sfery życia, ingerując także w relację z Bogiem.

Większość wierzących, którzy są postrzegani w swoich środowiskach jako zaangażowani chrześcijanie (a na pewno każdy ksiądz), słyszało pytanie: „Czy to jest grzechem czy nie?” albo „Czy to grzech ciężki czy grzech lekki?”. Wydaje się na pozór, że to mądre pytanie uczciwego człowieka, który chce skonfrontować z drugim to, co podpowiada mu sumienie. Nic jednak nie wskazuje, że Jezus myślał kiedykolwiek w kategoriach: co wolno nam, a czego nie wolno wobec Boga. Ważne było dla Niego pytanie o to, co jest dla nas dobre, a nie o to, co nam wolno! W całej swojej misji Jezus pokazywał, że nie wystarczy zatrzymanie się na tym, co średnie i letnie, co określilibyśmy „przyzwoitym życiem” osoby, która nie jest zbrodniarzem czy grzesznikiem. Pójście za Nim oznacza raczej szaleństwo, bo jak inaczej nazwać dobrowolne poniesienie swojego  krzyża i odnalezienie w tym najlepszej dla siebie drogi, źródła najgłębszego szczęścia i pokoju.

Istnieje zasadnicza różnica między stawianiem pytania: „Czy to jest (ciężki/lekki) grzech?”’ a pytaniem „Jak czynić dobro?”. Osoba opierająca swoją wiarę na zabieganiu o uniknięcie przewinień wobec Boga:

– odnajdzie się w tym, co przykazaniami rozumianymi jako zakaz (np. nie zabijaj, nie cudzołóż), ale będzie miała trudność z przyjęciem pozytywnego przekazu, tak wyraźnego w Ewangelii (kochaj Boga i bliźniego);

– z większą łatwością popadnie w pychę, szczególnie kiedy uda jej się zwalczyć jakąś słabość oraz w grzech osądzania tych, którzy nie mają podobnych dokonań (przykładem są uczeni w Piśmie i faryzeusze, w wyraźny sposób opierający swoją mentalność na unikaniu grzechu, a nie na czynieniu dobra);

– zatrzyma się w pewnym momencie rozwoju duchowego, skupiona na tym czego NIE robić, zamiast odkrywać, jak twórczo naśladować Jezusa i budować z Nim Królestwo niebieskie.

Żeby dbać o trzeźwość serca, przechodzić do wolności Bożego dziecka, które chce wybierać to, co miłe Jezusowi (zamiast tkwić w pułapce myślenia co wolno, a czego nie przed Bogiem) proponuję następującą prostą refleksję:

– możliwie jak najbardziej uczciwie pomyśl o tym, co miałbyś ochotę zrobić, gdyby tylko to nie było grzechem;

– spróbuj następnie zobaczyć czy byłoby to dla Ciebie dobre (czyli czy prowadziłoby Cię do większej miłości Boga i drugiego człowieka).

sierpień7

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach patrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha. Część 7 z 8. Więcej na facebook.

Tłusty do nieba nie wejdziesz!

Wyobraź sobie wąską bramkę, wciśniętą pomiędzy potężne mury, a przed nią siebie z wszystkim tym, co masz obok w codziennym życiu: książkami i płytami, tapczanem i biurkiem, przyjaciółmi i rodzeństwem. Nawet jeśli cały Twój dobytek byłby załadowany na ciężarówkę, wiesz, że przez bramkę się z nim nie przeciśniesz.

Sam zdołasz przejść. Oznaczałoby to jednak pozostawienie wszystkiego, bo to co posiadasz, łącznie z wiedzą, pozycją społeczną czy wypracowanymi dobrymi nawykami może stać się bogactwem, stanowiącym przeszkodę do zdobycia znacznie większego skarbu: Królestwa niebieskiego.

W kilku punktach chrześcijaństwo nie jest intuicyjne. Jeden z nich to obieranie kierunku w wyborze: uzyskuję coraz więcej albo rezygnuję ze wszystkiego. Intuicja większości początkujących na drodze z Jezusem podpowiada, że podążanie za Nim oznacza wysubtelnianie tego, co się zdobywa: zamiast dóbr „przyziemnych,” odnajdujemy skarby duchowe. Przyjmując taką perspektywę, osiągamy wprawdzie pewien wzrost, bo zdobywamy większe panowanie nad sobą, umiejętność modlitwy w bardziej satysfakcjonujący nas sposób czy siłę do altruistycznych zachowań, ale pozostajemy ostatecznie z poczuciem, że nie o tym mówił Jezus.

On proponuje w pierwszej kolejności zamiast zdobywania (nawet tego, co samo w sobie jest dobre), zgodę na to, by stracić, ogołocić się, stać się ubogim. Przeciśniemy się przez wąską bramę wtedy tylko, kiedy zarówno porzucimy grzech, jak i pozostawimy wszystko, co jest naszym bogactwem spowalniającym nas na drodze do Królestwa. Dopiero wówczas „zdobędziemy” największy skarb. Nie będzie on jednak wywalczony pracą własną, ale ofiarowany przez Jezusa.

Królestwo niebieskie nie jest dla „duchowych tłuściochów”, bo brama do niego jest wąska. Bez uczenia się rezygnowania możemy o Królestwie jedynie mówić i za nim tęsknić. Dopiero ten, kto obumiera dla Chrystusa, ma szansę dostać nowe serce i zacząć żyć nowym życiem.

  1. Pomódl się i zapytaj Jezusa z czego jednego warto, żebyś od dziś zrezygnował/a.
  2. Daj komuś coś należącego do Ciebie i obserwuj swój trud oddawania tego, co posiadasz i radość z bycia „lżejszym” o to, czym obdarowałeś/aś drugą osobę.

sierpień6

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach patrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha. Część 6. Więcej na facebook.

 

Zła modlitwa.

Porada niektórych pobożnych osób wobec każdej trudności brzmi: „módl się więcej”. Z pewnością, niekiedy to słuszna wskazówka. Czy jest jednak możliwe, że w niektórych przypadkach taka rada nie jest dobra? Czy dłuższa, częstsza modlitwa mogłaby mieć na nas niekorzystny wpływ?

Odpowiedzi możemy szukać w słowach Listu do Św. Jakuba: „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie…” (Jk 4, 3). Właściwą drogą jest INNY SPOSÓB modlitwy, a nie WIĘCEJ modlitwy, która jest „zła”. „Źle się modląc” doświadczymy frustracji, a nie zmiany naszego życia, bo Bóg nie ma przestrzeni do swobodnego działania w nas.

 

Kiedy warto zastanowić się czy nie wpadam w pułapkę zagłuszania serca aktywnością, którą nazywam „modlitwą”, a która wcale nie pozwala mi zapraszać Boga do mojego życia?

  1. Mój niepokój powinno wzbudzić długotrwałe praktykowanie modlitwy, która wydaje mi się „mechaniczna”, pozbawiona już nie tylko uczuć, co zrozumiałe okresowo, ale i treści. Pozorne przebywanie z Jezusem raczej wyjałowi duszę niż napełni darami Ducha Świętego.
  2. Znakiem zagubienia w pseudomodlitwie jest niechęć do ciszy, choćby trwania w milczeniu na Adoracji Najświętszego Sakramentu czy dłuższego medytowania fragmentu Słowa Bożego. Zagłuszanie wołania serca nigdy nie prowadzi do spotkania z Jezusem, który chce dotykać właśnie tego, co dla mnie w danym momencie najważniejsze.
  3. Bardzo niepokojącym znakiem jest pojawianie się wciąż kolejnych modlitw uznawanych przez nas za „obowiązkowe”, choć podejmując je kierujemy się zazwyczaj szlachetnymi motywami, mamy bardzo ważne intencje. Jeśli tych – w pojedynkę zazwyczaj bardzo pomocnych duchowo – modlitw jest zbyt dużo, zagubimy się w gąszczu własnych słów.

 

Jakich więc zasad powinna przestrzegać osoba, która odkrywa, że choć modli się, to nie spotyka się z Bogiem i odczuwa coraz większą niechęć do modlitwy?

  1. Bądź odważny w szukaniu nowych form modlitwy. Bóg mówi na różne sposoby. Być może ten, w który chce się z Tobą komunikować jest jeszcze do odkrycia. W dziewięciu na dziesięć przypadków będzie to oznaczało uproszczenie formy modlitwy.
  2. Bądź odważny w rezygnowaniu z różnych pobożnych praktyk, choćby bardzo szlachetnych. Cały czas pytaj czy na pewno umożliwiają Ci spotkanie z Przyjacielem, w którym to On jest najważniejszy, czy też są dla Ciebie sposobem na uzyskanie czegoś od Boga.
  3. Poddawaj swoją modlitwę ważnej refleksji: jakie są w mojej modlitwie proporcje między słuchaniem Boga a mówieniem do Niego. Spróbuj, przy podobnym czasie spotkania na modlitwie z Bogiem, zrezygnować w pewnym stopniu z własnego mówienia na korzyść skupienia się na tym, co chce Ci powiedzieć Jezus.

 

Jezus nie prosi, żebyśmy modlili się wciąż więcej, i więcej. On chce, żeby całe nasze życie było modlitwą, słuchaniem Go, wpatrywaniem się w Niego, podążaniem za Nim. Zagłuszyć głos Boga łatwo, choć form zagłuszania jest wiele – od grzęźnięcia w poważnych grzechach po pobożność, w której nie ma miejsca na słuchanie Pana. Trudniej niż mówić jest wyciszyć się i zaufać słowom Jezusa, dlatego potrzebujemy higieny duchowej w sposobie spotkań z Bogiem.

sierpień5

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach patrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha. Część 5. Więcej na facebook.

 

Tak, spowiadaj się z uczuć!

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach patrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha. Część 4. Więcej na facebook.

Od kilku osób, które uważam za mądre usłyszałem bardzo niemądre zdanie: „z uczuć nigdy się nie spowiada”. Rozumiem przekonanie leżące u podstaw takiego twierdzenia: uczucie samo w sobie nie podlega ocenie moralnej, gdyż pojawia się niezależnie od naszej woli i jako takie jest neutralne. Rzecz w tym, że w konfesjonale nie spotykamy się z rozliczającym nas księgowym, ale z Lekarzem, któremu mamy opowiedzieć o tym, co nas boli. Uczucia, niekiedy odbierane jako przykre i w związku z tym niechciane, są właśnie wyrazem bólu naszych ran. Mówią o miejscach w naszym życiu, w których bardzo potrzebujemy uzdrowienia. Gdzie mamy go szukać, jeśli nie u Jezusa, na modlitwie, w sakramencie pojednania?

Niektóre z uczuć, nazwijmy je „przykrymi” (nie „złymi”), częściej identyfikujemy jako wprowadzające w sercu chaos. Niepokój ten łatwiej więc przedstawiamy Bogu. Najczęściej są to emocje związane ze złością, odwetem, irytacją, brakiem przebaczenia, gniewem, agresją. Choćby jedynie w myśli pojawiła się chęć skrzywdzenia drugiej osoby, to wielu z nas przynosi ją słusznie Jezusowi jako swoją słabość, w której potrzebuje ukojenia i pomocy od Boga.

Inne z uczuć przykrych są jednak rzadziej rozumiane jako objaw duchowej choroby, bo też nieczęsto przyznajemy się do nich, szczególnie przed innymi ludźmi. Łatwiej wyznać publicznie, że łatwo się irytuję niż powiedzieć głośno, że kieruje mną ciągła zazdrość. Wielokrotnie taki nieporządek w sercu prowadzi do wybuchów złości, smutku czy tzw. fochów, odsuwania się od ludzi albo zabiegania zbytnio o ich akceptację. Takie reakcje nie biorą się znikąd. Prawdopodobnie gdzieś w tle czai się nienazwane uczucie, sygnalizujące chorobę serca czy umysłu. Dobrze jest je rozpoznać, więc proponuję następujące kroki:

  1. Spójrz na swoje zachowania, których nie chcesz czy nie rozumiesz, a jednak wciąż u siebie dostrzegasz; sytuacje, a może wprost grzechy, które się powtarzają i są dla Ciebie niszczące, a mimo to wracasz do nich z jakiegoś powodu.
  2. Przyglądając się temu, co wydaje Ci się niezrozumiałe, zadawaj sobie stale pytanie: „dlaczego?” próbując dotrzeć do najgłębszej, fundamentalnej odpowiedzi, np. :

Obrażam się, bo czuję się odrzucony…

Dlaczego czuję się odrzucony? Bo nikt mi nie podziękował za moją pracę…

To ważne, ale dlaczego aż tak? Bo starałem się zrobić to jak najlepiej…

Dlaczego nie wystarcza mi to, że sam wiem, że zrobiłem swoje zadanie dobrze? Bo wygląda na to, że bardziej zależy mi na tym, co powiedzą o mnie inni niż to jak myślę o sobie samym…

Dlaczego tak to odczuwam? Bo szczerze mówiąc nie wierzę w siebie… Zresztą, nie wiem czy się Bogu udałem/udałam…

i tak dalej, jak daleko możesz…

  1. Zostaw na boku myślenie, że „NIE MOŻESZ TAK CZUĆ”. Przyglądaj się i próbuj zrozumieć… Tak czujesz i już, ważne: 1) dlaczego tak czujesz i 2) co z tym zrobisz.
  2. Z tym, co najgłębsze w tobie, co wydaje się być praprzyczyną niezrozumiałych zachowań, blokad w życiu, tendencji do powtarzania błędów, przyjdź na spotkanie z Jezusem. Nic dziwnego, jeśli ta bolesna cząstka Ciebie to ostatnie miejsce, o którym chcesz myśleć i w którym spodziewasz się spotkać Boga, ale właśnie tam Go najbardziej potrzebujesz, więc to tam On chce być z Tobą najbardziej.sierpień4

Earthside – nadmuzyka.

Nie wiem jakimi słowami zachęcić do posłuchania tego utworu (i całego debiutanckiego albumu Earthside, który jeszcze niżej), bo jestem urzeczony i słucham tego w kółko. Tu wycinek zeszłorocznej płyty nagrany z Moscow Studio Symphony Orchestra; trudny, ale piękny.
To jeden z tych momentów w życiu, kiedy zachwyt przeszywa od mózgu i kręgosłupa do ostatnich nitek układu nerwowego. Kto zna moją wierność jako fana Dream Theater, zrozumie, że prawię oto tym muzykom wielki komplement: nawet DT nie mieli takiej debiutanckiej płyty. Arcydzieło poziomu najlepszych dokonań DT, Pink Floyd, EL&P, Genesis, Led Zeppelin, Queensryche czy King Crimson!
Przy dziesiątym przesłuchaniu płyty zaczyna się już rozumieć sporo, więc ni mniej ni więcej, ale zachęcam do posłuchania całej płyty dziesięć razy – niekoniecznie przy pierwszym przesłuchaniu, ale po kilku odsłuchaniach można odkryć, że mamy do czynienia z dziełem bardzo wyjątkowym.

Żądza to nie tylko seks.

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach spojrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha. Część 3.

 Żądza to nie tylko seks.

Każdy z nas, będąc w publicznym miejscu, widział zapewne dziecko, które próbowało wymusić na rodzicach zakup lodów czy zabawki. Malec potrafi być zdeterminowany w swoim żądaniu, wywołując przy tym wiele zamieszania wokół siebie. Niekiedy dziecko musi ulec konsekwentnym rodzicom, niekiedy zakłopotani dorośli spełniają żądania pociechy, by szybko rozwiązać trudną sytuację.

Od młodych lat doświadczenia życiowe uczą nas, że nie zawsze dostajemy to, czego chcemy, a już na pewno nie natychmiast. Kto tej lekcji nie zrozumie, przeżywa wiele rozczarowań. Narasta w nim/niej pretensja do świata, który nie spełnia oczekiwań.

Niekiedy w nieuporządkowany sposób pragniemy rzeczy, osób, wiedzy, uznania, seksu… Trzeźwość myślenia nie oznacza zaprzeczania pragnieniom, wyzbywania się ich. Wyraża się natomiast w przyjęciu pragnień w sobie i zgodzie na to, że nie zawsze zostaną one zaspokojone.

Nauka nieposiadania dóbr jest równie ważna jak umiejętność ich posiadania, korzystania z nich z zachowaniem wolności. Oczekując, że to, czego chcę, na pewno otrzymam, a na dodatek bez opóźnień, stawiam siebie w roli boga, który potrzebuje Boga i ludzi tylko do zaspokojenia swoich pragnień. Mogę być upojony bardziej niż alkoholem żądzą: pieniędzy, popularności, przeżycia romansu, przygody…i widzieć wszystko wyłącznie przez pryzmat swojego niezaspokojonego oczekiwania.

Najczęściej słowa „żądza” czy „pożądanie” kojarzą się z erotyką, i to często grzeszną, zabronioną, zakazaną. Wielokrotnie nasze pokusy będą dotyczyły tej bardzo delikatnej sfery życia, ale bynajmniej nie są ograniczone tylko do seksualności. Mogę „pożądać żony bliźniego swego,” mogę „pożądać rzeczy, która do drugiego należy”, mogę wpaść w te same sidła pokusy niezależnie od przedmiotu nieuporządkowanego pragnienia. Bywają też czasem bardzo „pobożne,” a więc subtelne „pożądania”, jak choćby oczekiwanie stałych duchowych pociech czy szczególnych przeżyć związanych ze spotkaniami z Jezusem, które karmiłyby pychę.

Zadania do osobistej pracy:

  1. Wypisz osoby, dobra materialne i niematerialne, które lękasz się utracić. Podkreśl wśród nich te sprawy/rzeczy/osoby, bez których inni radzą sobie doskonale. Wyciągnij wniosek.
  1. Na modlitwie podziękuj za te osoby, te rzeczy, dobra, które spełniają jednocześnie dwa kryteria: a) są dla Ciebie bardzo ważne; b) czujesz się wobec nich wolny. Pewnie to skarby, przez które mówi Bóg, pozwalające Ci na wzrastanie w świętości.

sierpień3

Przejdź do paska narzędzi