5 myśli w temacie “Inni niż tłum.”

  1. Jest dookladnie odwrotnie. katolicyzm uczy bezmyslnosci i posluszenstwa. Nie mozna miec wlasnych opinii. Nie mozna za duzo czytac – maialm taki problem – katecheta zabronil mi czytania zwlaszcza filozofii – z ktorej i tak wyroslam.
    Nalezy byc czlonkiem stada i niczym sie nie wyrozniac. Mnie kazano byc czyms kopletnie innym niz jestem – jakby kazano mi przeistoczyc sie w zolwia. Mialam byc grzeczna dziewczynka, w slicznej sukieneczce, slicznie spiewac i sypac kwiatki. Nauka i ksiazki to nie dla mnie. No i nie miec wlasnego zdania, nie zabierac glosu niepytana, marzyc tylko o zamazpojsciu. Ksiezy draznilo ze dobrze sie uczylam, ze rodzice chcieli mnie poslac na studia. Chyba z tego powodu starali sie udowodnic ze jestem glupia i leniwa. Byl cholerny dysonans – w szkole najlepsza uczennica, na religii (w salce, to dawne lata) tepak i bezszczelny typ – osmielilam sie zadawac pytania. Na ktore zreszta dp tej pory nikt nie odpowiedzial. Dopiero w wieku jakis czternastu lat zrozumialam ze te wrzaski to strach czlowieka przypartego do muru. Odpowiedzi (logicznych) nie ma i oni o tym wiedza. Przemeczylam sie jeszcze dwa lata, a ostatnia proba wyjasnienia watpliwosci byla jeszcze pozniej – nie mogac porozmawiac z zadnym ksiedzem – te tematu sa tabu- poszlam do spowiedzi i pierwsze co wyznalam to to ze stracilam wiare, ze nie widze w niej sensu, ze to zbieranina starych legend rozpaczliwie przykrawana do wspolczesnych czasow. Legendy, jak to legendy sensu nie maja. Oczywiscie – wrzask i tak sie mok kontakt z Kosciolem urwal.

    1. jeśli teza jest, to i dowody się znajdą
      rozumiem, że z jakichś przyczyn ksiądz katecheta czy spowiednik jest punktem odniesienia i to na emocjonalnym poziomie przede wszystkim (i to, co czytam brzmi na UPRZEDZENIE wobec grupy osób, księży, a naturą uprzedzenia jest niezdolność do widzenia jednostki takiej, jaką jest)
      ja, czy tysiące innych księży mogą mówić co innego, obecny Papież może mówić co innego, ale „teza jest”, bo punktem odniesienia jest jednostkowe doświadczenie przełożone na generalizowane „Kościół”, „księża” i wyraźnie nie poddane aparatowi krytycznemu obiektywizacji…
      i tu się kończy wymiana myśli i to nie dlatego, że komentarz był krytyczny… był miałki

      to, co czytam powyżej zniechęca do wejścia w dialog, bo jest mocno nacechowane emocjonalnie (mimo treści odnoszącej się do treści racjonalnych i autoprezentacji jako osoby zdolnej i intelektualnie przewyższającej już nawet swoich kolegów w szkole)
      widzę natomiast żal wobec zbiorowego wroga, który we własnej wyobraźni krzywdził i krzywdzi… jeśli chce Pani znaleźć kolejne dowody na to, że jest ofiarą ataku Kościoła (, który kasuje komentarze;) ), to pewnie lepsze będzie jakieś bardziej eksponowane miejsce niż jeden z blogów na deon.pl z zakonnikiem, który słabo się wpisuje w stereotyp kazaniem, które właśnie zaprzecza temu, o czym Pani pisze;)

      szczerze mówiąc, jeśli jasne, że chrześcijaństwo to legendy, to zastanawiam się po co w ogóle był ten komentarz 1) na portalu katolickim 2) w odniesieniu do kazania 3) mówionego przez księdza-zakonnika!? jak się ma do „kontakt z Kościołem się urwał”? bardziej żartobliwie niż uszczypliwie, chce mi się napisać, że tak wybitna jednostka powinna mieć wiele innego do robienia niż słuchać nagrań kapłanów nieistniejącego Boga

      znam osoby nie wierzące albo wierzące inaczej niż ja; oczywiście znam wielu chrześcijan… wielokrotnie lepiej mi się rozmawia z osobami, które mają niby zupełnie odmienny światopogląd niż ja… elementem wspólnym jednak dobrych relacji (niezależnie od poglądów), jest szacunek dla drugiego, otwartość na zmianę własnego zdania i punkt wyjścia bliższy ciekawości poznawania nowego niż oskarżania kogokolwiek czy tym bardziej, choćby pasywnej, agresji

      dzięki za komentarz, ale – znów bez zbędnej dyplomacji – widzę małą nadzieję na dalsze pisanie, które byłoby intelektualnie uczciwe i nie polegało na obrażaniu się nawzajem

      pk

      1. Widze ze komentarz sie znalazl. I od razu taka nacechowana wyzszoscia odpowiedz wszystkowiedzacego kaplana. No bo przeciez on lepiej wie, ze oprocz kontaktow w dziecinstwie nie spotkalam sie nigdy z klerem katolickim. Niestety, to co pisze ma umocowanie w pozniejszych doswiadczeniach.
        Tak, mam do tego stosunek emocjonalny. Ale nie z powodu moich dzieciecych przezyc. Wszystkowiedzacy kaplan wyrzadzil ogromna krzywde mojemu Ojcu – nie starajac sie nawiazac kontaktu z chorym udzielil Mu ostatniego namaszczenia. Bez pytania chorego o zdanie, bez proby porozumienia sie z rodzina ktora bywala w szpitalu kilka razy dziennie. Ojciec smiertelnie sie wystraszyl. Nigdy nie widzialam Go w takim stanie. Zazadal powrotu do domu i nie chcial juz dalszych hospitalizacji. Zmarl kilka miesiecy pozniej, w domu. Do tego jak sie okazalo przed smiercia duzo rozmawial z Mama – i teraz Ona ma strach przed szpitalem i nieludzkim traktowaniem ze strony duchownych. Dla mnie to jest ciezkie poniewaz przebywam za granica i nie potrafie Jej uchronic przd podobnymi zdarzeniami. Ojciec mowil ze czul sie jakby wypisywano przy nim akt zgonu, stwierdzil ze juz nie beda Go leczyc i jest spisany na straty. Napisalam Mamie oswiadczenie ze nie zyczy sobie zadnych kaplanow, ale wiem ze ksieza nic sobie z tego nie robia. Znajoma, ateistka znalazla w dowodzie karteczke ze udzielono jej sakramentu – zyla potem z dziesiec lat. Oczywiscie naruszenie tajemnicy lekarskiej – ze dana osoba jest w ciezkim stanie, naruszenie ochrony danych osobowych, o wolnosci wyznania nie wspominajac.

        1. Ale wracajac do tematu -katolicyzm zwlaszcza dla kobiety to calkowite wyzbycie sie indywidualnosci, wlasnych pogladow. Uwazam ze zadna kobieta ktora ma choc odrobine godnosci wlasnej nie powinna godzic sie na traktowanie jak sluzaca. A do tego, mimo gromkich zapewnien sprowadza sie rola kobiety w katolicyzmie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *