Tak, spowiadaj się z uczuć!

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach patrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha. Część 4. Więcej na facebook.

Od kilku osób, które uważam za mądre usłyszałem bardzo niemądre zdanie: „z uczuć nigdy się nie spowiada”. Rozumiem przekonanie leżące u podstaw takiego twierdzenia: uczucie samo w sobie nie podlega ocenie moralnej, gdyż pojawia się niezależnie od naszej woli i jako takie jest neutralne. Rzecz w tym, że w konfesjonale nie spotykamy się z rozliczającym nas księgowym, ale z Lekarzem, któremu mamy opowiedzieć o tym, co nas boli. Uczucia, niekiedy odbierane jako przykre i w związku z tym niechciane, są właśnie wyrazem bólu naszych ran. Mówią o miejscach w naszym życiu, w których bardzo potrzebujemy uzdrowienia. Gdzie mamy go szukać, jeśli nie u Jezusa, na modlitwie, w sakramencie pojednania?

Niektóre z uczuć, nazwijmy je „przykrymi” (nie „złymi”), częściej identyfikujemy jako wprowadzające w sercu chaos. Niepokój ten łatwiej więc przedstawiamy Bogu. Najczęściej są to emocje związane ze złością, odwetem, irytacją, brakiem przebaczenia, gniewem, agresją. Choćby jedynie w myśli pojawiła się chęć skrzywdzenia drugiej osoby, to wielu z nas przynosi ją słusznie Jezusowi jako swoją słabość, w której potrzebuje ukojenia i pomocy od Boga.

Inne z uczuć przykrych są jednak rzadziej rozumiane jako objaw duchowej choroby, bo też nieczęsto przyznajemy się do nich, szczególnie przed innymi ludźmi. Łatwiej wyznać publicznie, że łatwo się irytuję niż powiedzieć głośno, że kieruje mną ciągła zazdrość. Wielokrotnie taki nieporządek w sercu prowadzi do wybuchów złości, smutku czy tzw. fochów, odsuwania się od ludzi albo zabiegania zbytnio o ich akceptację. Takie reakcje nie biorą się znikąd. Prawdopodobnie gdzieś w tle czai się nienazwane uczucie, sygnalizujące chorobę serca czy umysłu. Dobrze jest je rozpoznać, więc proponuję następujące kroki:

  1. Spójrz na swoje zachowania, których nie chcesz czy nie rozumiesz, a jednak wciąż u siebie dostrzegasz; sytuacje, a może wprost grzechy, które się powtarzają i są dla Ciebie niszczące, a mimo to wracasz do nich z jakiegoś powodu.
  2. Przyglądając się temu, co wydaje Ci się niezrozumiałe, zadawaj sobie stale pytanie: „dlaczego?” próbując dotrzeć do najgłębszej, fundamentalnej odpowiedzi, np. :

Obrażam się, bo czuję się odrzucony…

Dlaczego czuję się odrzucony? Bo nikt mi nie podziękował za moją pracę…

To ważne, ale dlaczego aż tak? Bo starałem się zrobić to jak najlepiej…

Dlaczego nie wystarcza mi to, że sam wiem, że zrobiłem swoje zadanie dobrze? Bo wygląda na to, że bardziej zależy mi na tym, co powiedzą o mnie inni niż to jak myślę o sobie samym…

Dlaczego tak to odczuwam? Bo szczerze mówiąc nie wierzę w siebie… Zresztą, nie wiem czy się Bogu udałem/udałam…

i tak dalej, jak daleko możesz…

  1. Zostaw na boku myślenie, że „NIE MOŻESZ TAK CZUĆ”. Przyglądaj się i próbuj zrozumieć… Tak czujesz i już, ważne: 1) dlaczego tak czujesz i 2) co z tym zrobisz.
  2. Z tym, co najgłębsze w tobie, co wydaje się być praprzyczyną niezrozumiałych zachowań, blokad w życiu, tendencji do powtarzania błędów, przyjdź na spotkanie z Jezusem. Nic dziwnego, jeśli ta bolesna cząstka Ciebie to ostatnie miejsce, o którym chcesz myśleć i w którym spodziewasz się spotkać Boga, ale właśnie tam Go najbardziej potrzebujesz, więc to tam On chce być z Tobą najbardziej.sierpień4

3 komentarze do “Tak, spowiadaj się z uczuć!”

  1. Racja. Oczywiście warto opowiedzieć Panu Jezusowi za pośrednictwem spowiednika, o swoich uczuciach, szczególnie tych bolesnych, w konfesjonale. I to nie tylko o uczuciach, ale również o pokusach, które same w sobie również nie sa grzechami, ale mówiac o nich demaskuje się je. Moim zdaniem należałoby tylko zamiast słowa „spowiadać” użyć słowo „opowiedzieć”. Nie byłoby wówczas tematu, czy osoby, które Pan uważa za madre, wyrażaja niemadre stwierdzenia. Bo prawda jest taka: z uczuć nie trzeba się spowiadać, ale warto o nich mówić w Sakramencie Pokuty. Pozdrawiam 🙂

  2. Chętnie bym tak zrobił, zwłaszcza po zapoznaniu się z „ćwiczeniami z uważności” o. Werhuna SJ.
    Problem jest inny – ile razy w konfesjonale słyszałem – „proszę wymienić grzechy”… Trudno znaleźć kapłana, który przyjmie wyżej przedstawioną koncepcję spowiedzi.

  3. Ten tekst należałoby przesłać bo duszpasterzy. Właściwie należałoby spowiedników formować do profesjonalnej posługi sakramentalnej. ( są takie diecezje, że poza Mszą nie ma możliwości korzystania z tej posługi poza Mszą Św.) Jestem przekonana, że w większości przypadków penitent usłyszałby ” to są uczucia a nie grzechy – mów o konkretach „.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *