Gdy ktoś nie wierzy w Dobroć Boga…

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach spojrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha. Część 2.

Niedowierzanie w Dobroć Boga.

W opisywanych przez Ewangelistów rozmowach Jezus zdecydowanie przeciwstawiał się „mentalności niewolnika”. W miejsce logiki wypełniania trudnego prawa, proponował wolność wyboru Miłości. Wyjaśniał, że różnica między tymi postawami polega na „rozumieniu”, czego chce Bóg, na znajomości serca Ojca. Powiedział: „Już nie nazywam was niewolnikami, ponieważ niewolnik nie wie, co czyni jego pan. Ale ja nazwałem was przyjaciółmi, ponieważ oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od mego Ojca” (J 15; 15).

Co oznacza dziś „mentalność niewolnika”?

– religijność bezmyślną, wycofaną i zalęknioną, choć często wyedukowaną i gotową cytować wyjęte
z kontekstu zdania z Pisma Świętego czy encyklik Papieży sprzed wieków;

– opór przed przyjęciem prawdy o tym, że Bóg jest Miłosierny, szczególnie dla tych, którzy przeżywają religijność inaczej niż ja; odnoszenie się przede wszystkim do sprawiedliwości Boga i możliwości potępienia tych, którzy są Jemu niewierni, zamiast myślenia czy mówienia o dobroci Jezusa;

– pokładanie nadziei w swojej poprawności, co w praktyce oznacza dla wielu zadowolenie
z niepopełniania grzechów ciężkich i brak refleksji pozytywnej: „ jak mam mnożyć dobro?”

– poddawanie się lękowi przed Bogiem, ale również lękowi wobec świata, postrzeganego jako zagrażający, zmierzającego„w złym kierunku”, pełnego czyhających na człowieka pułapek.

 

Jak pomóc osobie chorej duchowo z powodu „mentalności niewolnika”, pozbawionej trzeźwości widzenia nieskończonego Miłosierdzia Chrystusa?

– nie angażować się w niekończące się dyskusje, przepychanki na argumenty i cytaty, bo choć
w deklaracji trudność znajduje się na poziomie intelektualnym, to w praktyce jest chorobą ducha;

– nie patrzeć z góry na osobę, która bardziej boi się Jezusa niż kocha Go całym sercem, ale i nie przyznawać racji w tym, co stanowi zafałszowany obraz Boga;

– dzielić się swoim doświadczeniem Miłości w sposób wolny od agresji i chęci doprowadzenia do szybkiej zmiany w sercu rozmówcy;

– pamiętać o łagodności, bo spotykamy się z osobą pozornie silną, a w rzeczywistości prawdopodobnie mocno zranioną w sercu i potrzebującą kogoś, kto doprowadzi ją do Jezusa-Lekarza, który opatrzy jej rany.

 

Może komuś innemu pomożesz? A może sam potrzebujesz odnowy serca, odzyskania „trzeźwości” po latach powątpiewania w Dobroć Boga? Wszak nikt z nas nie jest w stanie pojąć, jak wielka jest ta Dobroć!

 

W odnowie własnego serca mogą pomóc zadania:

  1. Odszukaj w myśli, wśród osób, które znasz kogoś, kto najbardziej ufa Dobroci Boga. Opisz w sercu tę osobę. Być może ten opis wskaże Ci kierunek odnowy Twojego serca.
  2. Podejmij próbę podziękowania na modlitwie za to, za co trudno Ci Bogu dziękować. Ważne, byś posłuchał, jak Pan odpowiada na Twoją modlitwę.

sierpień2

 

 

Sokrates, Jezus i ja. Mamy wszystko.

Sierpień to tradycyjnie miesiąc trzeźwości. Wydaje się, że również ci, którzy nie mają problemu z alkoholem, mogą dobrze przeżyć ten szczególny czas. W ośmiu odcinkach spojrzymy na inne niż związane z uzależnieniem od „napojów wyskokowych” aspekty trzeźwości umysłu i ducha.

Mam wszystko (, co potrzebne do szczęścia).

Sokrates, znany z ascetycznego stylu życia, miał podobno w zwyczaju chodzić na targ, w szczególnym celu. Wybierał się tam, by przyglądać się rzeczom, których nie chciał posiadać. Wystarczały mu prosty strój czy znoszone sandały. Potrafił odnaleźć pokój serca w przypominaniu sobie, że nie potrzebuje niczego więcej, niż to, co ma, żeby z radością przeżywać kolejne dni.

Jezus proponował wybieranie się w drogę tylko z tym, co niezbędne. Ewangelie różnią się w opisie tego koniecznego ekwipunku, ale ich przekaz jest jasny: bierz tylko tyle, ile ci potrzeba, a o więcej zatroszczy się sam Bóg.

Gdybyśmy pomyśleli, że dziś mamy wystarczająco w życiu, by być szczęśliwymi, bylibyśmy wolni od niepokoju, związanego z myślą o ciągłym gromadzeniu dóbr. Czy rzeczywiście potrzebujesz nowego modelu smartfonu, żeby być bardziej wartościowym człowiekiem? Stracisz radość życia, jeśli zdecydujesz się na korzystanie z autobusu zamiast samotnego podróżowania samochodem? A może nadal miałbyś duży wybór ubrań, gdybyś wyrzucił połowę z nich?

Zadawanie sobie tego typu pytań jest odświeżające dla umysłu i dla serca. Pozwala zobaczyć czy nie jestem uzależniony od posiadania rzeczy. Nieuporządkowane pragnienie, by posiadać wciąż więcej i więcej, prowadzi do stałego niepokoju duszy, niezadowolenia ze swojego życia. Pokładanie zaufania w tym, co dopiero ma stać się moją własnością i zaspokoić moje pragnienie, oznacza, że trudno być skupionym na teraźniejszości. Konsekwencjami są smutek i brak wdzięczności, budujące wielki mur między mną a Bogiem.

 

Zadania na najbliższe dni:

  1. Przejrzyj swoje szafy i półki. Przyjrzyj się temu, z czego nie korzystałeś od dawna. Nie musisz niczego wyrzucać, ani nikomu oddawać. Może jednak zechcesz?
  2. Przypomnij sobie sytuację, kiedy jakiejś rzeczy bardzo chciałeś, np. nowego roweru, komputera, czy ubrania. Zauważ, że kiedy już należała do Ciebie, po pewnym czasie pojawiło się kolejne pragnienie, które zaczęło wypełniać twoje myśli. Czy potrafisz to dostrzec? Jak myślisz, co z tego wynika?

Chcesz podzielić się z innymi swoją refleksją? Zostaw komentarz.

sierpień1 małe