Dziś mieli mnie kroić.

Dziś miałem mieć operację. Niezbyt poważną, ale zawsze…
Okazało się wczoraj, kiedy już umieszczono mnie na oddziale, że nie ma czego operować. Przebrałem się więc szybko w codzienne ubranie, spakowałem to, co już zdążyłem upchnąć w szpitalnej szafce i wróciłem do domu. Nawet nie dostałem wypisu, bo mogłem dostać? „Pacjent przyjęty na oddział bez powodu”?
Zamiast tego mam dzień, w którym powinno mi wystarczyć czasu na wszystko, bo przecież nic na dziś nie planowałem. Niby dziwny dzień, ale tak naprawdę zwyczajny: każdy dzień jest podarowany przez Boga i każdego mogłoby nie być. Skoro jest, szkoda by było go zmarnować na przeżycie go nijak.

Jestem wolny, a ta wolność została mi dana za wielką cenę.

wolny

Paradoks Jezusa

Wszelkie dyskusje – również między chrześcijanami – bardzo często opierają się na „zdrowym rozsądku”. Seksualność oraz ochrona życia, uchodźcy, kara śmierci i wiele, wiele innych.

Kto zapomni o tym, że Jezus przewraca „rozsądne” myślenie do góry nogami, tak, że uderzony w jeden policzek nadstawia drugi, a ostatni staje się pierwszym, może zapędzić samego/samą siebie na pozycje, które są właściwe w oczach „tego świata”, ale są w istocie podobne do ostrzeżenia Szymona Piotra, który odradzał Jezusowi pójście do Jerozolimy. U Niego wiele jest na opak, bo to miłość nie z tego świata.

paradoks Jezusa